:]
jako człowiek, który założył to rpg zabieram sobie bloga do celów prywatnych (^^); w razie gdyby ktos miał z tym jakiś problem:
genro1990@tlen.pl
~Gen
new-world 2008-02-20 17:48:34
skomentuj (0)
Niepisane uczucia.

W piekle panowała dość dziwna atmosfera, tym bardziej, że zaczęły się po nim panoszyć aż 2 anioły, co było bardzo dziwne w tym przypadku. Aron miał teraz wolną chwilę, chciał porozmawiać z Deliahem, przeczuwał, że może go to drogo kosztować, ale chciał to zrobić, poczucie dalszego takiego życia w nienawiści z nim kompletnie mu nie leżała. Chodził po zamku szukając go. Tamten nadąsany siedział w ogrodzie wraz ze swymi bestiami. Znów był wściekły, a robił się taki coraz bardziej gdy tylko bliżej poczuł tego anioła. Tego przebrzydłego serafina. Aron w końcu nie mając już gdzie indziej szukać zaszedł do ogrodu. Zatrzymał się na schodach widząc go i po chwili podszedł nieco bliżej.
- Czy mogę? Chciałbym z tobą porozmawiać... Spytał niepewnie kłaniając się grzecznie przed nim.
- nie mam ochoty, idź sobie - rzucił do niego chmurnie nawet nie spoglądając w tamtym kierunku
- Nalegam jednak... Powstał.
- Nie chce mieć w tobie wroga. Proszę...
- powiedziałem żebyś sobie poszedł – syknął
- Uhm... Zasmucił się tym, nie chciał żeby się to tak skończyło, a jednocześnie nie chciał go jeszcze bardziej gniewać.
- Jest mi z tego powodu bardzo przykro... Westchnął.
- Wiec, tylko, że nie pozostawie tego w taki sposób... Powiedział delikatnie, zasmucony.
Deliah prychnał
- nie bądź śmieszny - rzekł dumnie. Ani na chwile nie odwrócił się nawet do niego
- wcale mnie to nie obchodzi... ja się ze zdrajcami nie zadaję.. - mówił chłodno
- Zdrajcami... To mój Pan też jest zdrajcą przyjmując do siebie Anioły? Ja cię nie zdradziłem w żaden sposób, nadal jestem wierny tobie, mojemu Panu i całemu Piekłu... Co więc zrobiłem źle, skoro za takiego mnie uważasz.
- mi nigdy nie byłeś wierny - prychnał
- okłamałeś mnie - rzekł z wyrzutem
- a teraz odejdź...nie mam ochoty na ciebie patrzeć...
- To ty Deliahu tak mówisz... Ale ja nigdy nie przestałem być ci wierny, to tak samo jakbym zdradził Lucyfera i całe jego królestwo... Szepnął spoglądając w posackę.
-wcale nie, tylko mnie zdradziłeś... i zhańbiłeś! ty mi przyniosłeś wstyd! - wrzasnał
- W jaki sposób mogłem zdradzić?! Przeciesz kocham cię jak ojca! Więc jak mogłem to uczynić własnemu stworzycielowi... Ehh... niczego nie rozumiem... Miał podłamany głos.
- ja.. ja.. ja cie nie chce widzieć - pisnął Deliah zmieniając nagle ton głosu z tego wzniosłego i zimnego na płaczliwy i załamany
- nie chce cie więcej widzieć - tupnął stópką o zimną kamienną posadzkę chodniczka
Aron trapił się jego zachowaniem, chciał podejść bliżej.
- Wytłumacz mi proszę... wytłumacz mi co się stało, bo ja już nie wiem. Dlaczego tak na to zareagowałeś, czy to jest nieprawidłowe co powiedziałem? Miałem mieć inną odpowiedz... Jego głos był łagodny, ale martwił się jego aktualnym stanem.
- nie chce cie słuchać! chce żebyś poszedł! – zaczął krzyczeć Deliah zatykając sobie uszy
Aronowi puściły wodze, nie mógł już tego dłużej znieść. Podszedł do niego nie zważając już na krzyki. Opadł przed nim na kolana i mocno go do siebie przytulił. Skoro był dla niego zdrajcą to nie hamował się już.
- Wytłumacz mi dlaczego tak się teraz dzieje?... Dlaczego?! Zabij mnie jeśli ci to ulży. Ale najpierw wytłumacz mi to... Nie chce zginąć bez wyjaśnienia tego. Jego głos złagodniał, ale nie puszczał go.
- puszczaj mnie - krzyczal - puszczaj, wy... wy wszyscy jesteście tacy sami! wszyscy jesteście okropnymi zdrajcami! - krzyczał płaczliwie
- puszczaj bo cię zabije
- Dlaczego tak osądzasz? Po co nas stworzyłeś w takim razie?! Powiedział głośno będąc w rozpaczy.
- Zniszcz nas teraz wszystkich... Niech nastąpi totalna czystka... niech już nic nie istnieje na tym przeklętym świecie! Nie puszczę cię, jeżeli mam zginąć to tu i teraz... Położył głowę na jego ramieniu zamykając oczy.
- Niech się dzieje co ma być... Szepnał ostatnie słowa.
- nie chce cie widzieć! wracaj do swojego brudnego anioła! - rozpłakał się jedynie Deliah załamując rączki
- nienawidze....- pisnął tylko
- Dlaczego mojego? Spojrzał mu w oczy.
- On nie jest mój tylko Boga! Dlaczego mnie z nim wiążesz?... Żeby dolać oliwy do ognia? Spojrzał na niego czule.
- Nie płacz już... Przetarł łzy z jego oczu.
- idź sobie, nie chce żebyś mnie dotykał - płakał wciąż zdenerwowany książę
- Nie zrobię tak. Powiedział stanowczo.
- Nie zostawię cię w takim stanie... Znów go do siebie mocno przytulił.
- Nie odejde dopuki się nie uspokoisz...
- ale ja ciebie tu nie chce - chisteryzował
- chce żebyś sobie poszedł - wołał
- to wszystko twoja wina
Aron powtórzył stanowczo.
- Powiedziałem, że cię nie zostawie i kropka. Złapał go za głowkę czule głąszcząc.
- Choćbyś nie wiadomo co robił... nie zostawie... Powiedział cicho.
- ale ja ciebie nie lubie! - krzyknał z łzami
- Krzyki ci w niczym nie pomogą. Ale ja cię lubie i nie potrafię cię zostwić tak, jak jakąś rzecz o której zapomniałem. Powiedział odczuwając chwilową głuchotę w uchu.
- jesteś taki! tak właśnie zrobiłeś! nie lubie cie! idź sobie!
- To nie prawda! Nie zrobiłem tak... Owszem przyznaję, że nie poświęcałem ci więcej uwagi... cały czas obowiązki i sprawy na głowie, ale to nie znaczy, że zapomniałem o tobie!
- kłąmiesz! ten.. ten.. ten brudny anioł... ta dziwka jest ważniejsza! - wrzeszczał
- nienawidze cie!
Westchnął bezsilnie.
- Powiedz mi proszę... Dlaczego miałbym kłamać? TO wcale nie prawda wiesz... TY jesteś dla mnie ważniejszy a nie on!
- kłamiesz! - tupał ze złości nogami - o ziemie
- ale nie martw się! nie będę ci przeszkadzał – zacisnał pięści
- Mam sobie wyrwać serce żebyś mi uwieżył? Powiedział nieco drżącym głosem.
- Nie rozumię cię, w czym przeszkadzał?... Spojrzał na niego uważnie.
- ty.. ty.. ty sobie kochaj tą.. tą szmate - pisnał i wyrwał się od niego
- a ja.. ja odchodzę!
- ... Ranisz moje resztki uczucia. Powstał w niemocy.
- NIE... ty zostaniesz dla mnie do końca... a ja odejdę... jeśli mam cię tak ranić dalej, nie chcę byś przezemnie cierpiał, pragnę twojego szczęścia, a ja ci je odbieram... to odejdę jak sobie tego życzysz... jeśli to będzie dla ciebie jedynym ukojeniem... to tak zrobię! Krzyknął załamanym głosem, czół ogromny bół w sercu, tak jakby mu je wyrywano z klatki
- nienawidze cie! ty wszystko zniszczyłeś! to wszystko twoja wina! - zaczął go bić nagle
- jak śmiałeś mnie dotykać!? - krzyczał
Aron nie próbował się bronić przed jego ciosami. Jego krzyki odbijały się w jego głowie jak echo. Po policzku spłynęła mu łza. Był otumaniony, sparaliżowany, nie wiedział co dalej poczynić, spojrzał na Deliaha.
- Zabij mnie więc... Orzekł.
- nie! to…to ty będziesz miał brudne sumienie - krzyczał w końcu minał go i wybiegł z ogrodu
- Deliah!! Odwrócił się za nim wyciągając rękę, po chwili opuścił ją zrozpaczony. Zacisnął mocno zęby i pięści, spojrzał w bok niemalże w łzach.
- Przepraszam za wszystkie uczynione tobie krzywdy... Wyszeptał tylko i okrył się skrzydłem znikając z ogrodu. Czół się jak wrak był nim jednocześnie, wszystko tracił, a jedyne co go spotykało to ból i gniew. Nadszedł czas by uczucia zniknęły z jego życia, nie były mu przeznaczone, a przynosiły tylko cierpienie... Książę pobiegł do swej komnaty zatrzaskując za sobą z trzaskiem ciężkie drzwi. W jej rogu leżało mnóstwo kwiatów białej lilii. Pobiegł tam i zaczał rozrzucać je z tamtąd nie patrząc nawet gdzie. Odkrywał w każdym razie z każdym wyrzuconym kwiatem cos w rodzaju szklanej... trumny. Nie mógł się zabić bo wtedy zabił by wszystkie demony... znalazł więc inne rozwiązanie. Odrzucając reszty kwiatów z "pudełka" mamrotał już pod nosem jakieś zaklęcie. Bestie zawyły niespokojnie
Wycia bestii rozniosły się po całym Piekle. Wszystkie Demony odczuły coś dziwnego wewnątrz siebię, jakby coś nadchodziło.
new-world 2007-05-27 10:55:32
skomentuj (0)
Part Two: Odpowiedzi i rozsterki.

Aron podniósł głowę z nad kartek patrząc na niego będąc zaskoczony takim pytaniem z jego ust. Nie wiedział co ma powiedzieć i jak zareagować. Tkwił tak będąc w kropce.
- Ocho... tom się pośpieszył z takimi pytaniami - stwierdził cichutko wbijając głowę w plan. Trochę nieostrożności a jego genialny plan mógł legnąć w gruzach. No cóż... musiał brnąć w tym ciągle do przodu, aż wszystko się ułoży tak jak to sobie wcześniej obmyślił
-No cóż... nie musisz teraz odpowiadać...
Serafin podszedł bliżej niego i szepnął mu zmysłowo do ucha.
- Wiesz... jeśli wszystko się dobrze ułoży to będę tu pracować... i miałbym dla ciebie baaaaardzo dużo czasu... mógłbyś zrobić ze mną co tylko byś chciał... nawet mnie zabić...
Aron zmrużył oczy i cofnął się o parę kroków do tyłu z chłodnym wyrazem twarzy.
- Jakbym chciał to bym cię już dawno zabił. Powiedz mi... Ale szczerze. Po co to robisz…?Patrzył mu przez cały czas w oczy. Aron nie miał zamiaru popełnić takiego samego błędu jak z Hajime, bardzo mocno się wtedy do niego przywiązał, nie wiedząc dlaczego bardzo go to tknęło kiedy tak nagle skończyli ze sobą.
- A nawet jeśli bym się zgodził to co dalej? Jego uczucia były baaardzo mieszane co do jego pytań.
- Widzisz... to by było za trudne gdybym chciał ci wszystko wytłumaczyć, bo moja historia jest za długa. Ale nie robię tego bo targają mną jakieś uczucia, jestem z tego już od dawna skutecznie wyprany. Robię to dlatego, że... jakby to powiedzieć, żeby przekazać dokładnie to co chcę... ehhh...
Shin wciągnął powietrze i powiedział wszystko jednym tchem
- Chcę się stać twoją cielesną zabawką, bo tylko twój dotyk sprawia mi aż taką przyjemność. Tyle, o.
Aron po dłuższej chwili milczenia ciężko westchnął.
- Rób co uważasz za słuszne. Ja nie mam już do tego głowy. Stwierdził patrząc mu w oczy, poczym powrócił do biurka układając papiery.
- ... dziękuję za pomoc przy drzwiach... Burknął cichutko przerywając na chwilę swoją pracę.
- Yuppi - rzucił mu się radośnie na szyję nie zważając na to, że ten właśnie porządkuje papiery
- Zobaczysz będzie fajnie. Już ja się postaram, żebyś nie chciał nikogo innego niż mnie ^_^
Nie chcąc mu przeszkadzać w dalszej pracy puścił go i odszedł nieco na bok.
- Aronie...-zaczął nieśmiało
-wiem, że to bardzo nie dyskretne pytanie, ale... kochasz wciąż Hajime?
Nie odrywając się od zajęcia odpowiedział prosto z mostu bez najmniejszego wyrazu żalu czy smutku.
- ... Nie. Już z nim na dobre skończył, mimo iż było mu ciężko . Zacisnął tylko mocniej zęby w chwili zamysłu. Po krótsza skończył układanie i usiadł za biurkiem łapiąc pióro w dłoń zamaczając je w purpurowym atramencie. Złapał pierwszą kartkę z westchnięciem zaczynając ją czytać co podpisuje.
- Nie stój tak, możesz usiąść... Będę to do północy chyba robić... Zmierzwił podirytowany tym grzywkę.
-Okej - wygodnie ułożył się na łóżku Arona totalnie sponiewierając pościel.
-Hmmm... to smutne. Teraz pewnie masz pustkę w sercu...
Traumatyczna chwila ciszy
-Nieważne... Hmmm... Jak chcesz mogę ci trochę pomóc z tymi papierami, nie sprawia mi to problemu skoro będę tu dziś nocować... - uśmiechnął się przewracając/turlając z boku na bok
Spojrzał na niego z morderczym błyskiem w oku.
- Nie oswajaj się z tym meblem... Będziesz mi je teraz ścielił na nowo jak zrobiłeś taki barłok! Krzyknął na niego groźnie wymachując do niego piórem dość go nakrapiając atramentem. Aron przystopował zauważając to. Zrobił szerokiego lola i wybuchł śmiechem.
- Dalmatyńczyk... Prychnął śmiechem nie mogąc się powstrzymać od tego. Komicznie Shin teraz wyglądał cały w purpurowych cętkach. Shin zagotował się na śmierć. Zły najpierw odszukał łazienkę wzrokiem, a potem, oczyszczony z plamek podszedł do Arona i wylał mu na głowę zawartość pojemniczka z atramentem
- Masz za swoje...
Demon uderzył dłońmi o biurko zrywając się na równe nogi wkurzony skoczył mu do oczu niemalże stykając się z jego nosem.
- Durniu... Masz szczęście, że to tylko moja głowa, bo byś już swoją stracił tak jak tu stoisz... Wywarczał groźnie patrząc mu w oczy gniewnie. Inny by już wylądował w gorszym miejscu niż piekło jakby mu takie coś zrobił.
- HA HA HA... masz za swoje - zaśmiał się nic sobie nie robiąc z tego, co przed chwilą mu powiedział Aron.
- Ale wiesz co... całkiem słodko wyglądasz z takim ściekającym z włosów purpurowym atramentem... naprawdę, bardzo słodko... Powiedział poprawiając włosy, które pod wpływem atramentu przykleiły mu się do twarzy i nachylając się by go pocałować.
Demon odwzajemnił, ale baaardzo słabo. Chwytając go za ramiona oderwał go od siebie na długość ramion nadal wkurzony. Nie odzywając się poszedł do łazienki i wpuścił wodę do wanny warcząc pod nosem. Ściągnął z siebie przesiąknięte ubranie atramentem, wszedł do wody i zanurkował głową. Woda zaczynała się zabarwiać.
- Dobrze, że to puszcza po mydle, bo bym go chyba obdarł ze skóry... Warknął jeszcze raz zaczynając nerwowo szorować barki i ramiona mydłem a potem włosy szamponem. Z łazienki dobiegały odgłosy pluskania i szum lecącej wody.
-Lubisz mnie, co? - dało się słyszeć głos zza łazienki. Shin bowiem stał koło drzwi, ale nie wchodził do środka
- Cały czas byś mi tylko groził i groził ale tak naprawdę nigdy się do rękoczynów nie posuniesz. Lubisz mnie? A może po prostu łagodniejesz na stare lata...
Serafin przysiadł sobie .
-Ja naprawdę nie boje się śmierci... prawdę mówiąc nawet pragnę umrzeć. Tyle, że nie mogę sam siebie zabić... naprawdę, trudno jest wyrwać samemu sobie serce. A inaczej się nie da...
Aron odpowiedział z łazienki.
- Heh! Demon który łagodnieje w swojej naturze nie jest już Demonem. Po chwili wyszedł z łazienki okryty ręcznikiem na pasie i mokrymi włosami. Spojrzał na niego.
- Nie jesteś zbyt silny skoro nie potrafisz ulżyć sobie w cierpieniach sam... Podał mu rękę.
- Nie, to nie tak. Jestem silny, jestem zdecydowany - powiedział wstając ale nie chwytając jego ręki
- Ale widzisz, jestem najgorszym egzemplarzem ze stworzonych serafinów, jestem aniołem pozbawionym wolności. Jedynym sposobem by zabić mnie, serafina bijącego serca, jest to serce wyrwać. Wyrwać serce samemu sobie? Próbowałem, już dawno temu. Ale nie dało się. Może dlatego, że byłem jednym z pięciu typowanych na miejsce Lucyfera w kręgu wielkich czterech archaniołów...
Shin odwrócił się od niego plecami i ruszył w stronę łóżka po czym położył się na nim kryjąc twarz w pościeli.
-życie jest nieźle popieprzone... doszło do tego, że anioły próbują popełnić samobójstwo, albo jeszcze lepiej, sypiają z demonami. Grejt...
- Tak... normalne to nie jest... Westchnął Demon i podszedł do łóżka siadając na jej krawędzi.
- Wszystko zaczęło się zmieniać, nie tylko u was, ale i u nas... To wcale nie jest normalne, zmiany już nie tylko widać gołym okiem, ale i daje się wyczuć w powietrzu... Jeszcze trochę i będzie można było kroić nożem... Albo... to kolejna z prób. Czy tak będzie dobrze, czy też źle... Cięszko westchnął zamykając przy tym oczy, czół, że głowę zaczyna mu rozrywać, aż się za nią złapał maszcząc przy tym delikatnie nos.
Shin podniósł się nieco i przytulił do niego najwidoczniej wracając do swojego normalnego, nie użalającego się nad sobą stanu.
-Masz jeszcze dużo pracy?- spytał całując go po szyi i gładząc mokre włosy
- Nie chciałbyś trochę przy mnie odpocząć?
- Wybacz... Moja praca jest ponad to. Aron był dla niego jeszcze zimny i nie uległy. Wstał i podszedł do szafy, wyciągnął z niej jedwabny szlafrok w soczystej czerwieni z przepięknymi wzorami, ubrał ją i usiadł przy biurku. Z nikąd pojawiła mu się nowa buteleczka z atramentem. Zamoczył w niej srebrną stalówkę czarnego pióra ptaka śmierci. Podpisywał z uwagą czytając dokumenty. Niektóre były mniej ważne od niektórych, ale praca to praca, wielki obowiązek z którego trzeba się wywiązać. Ta czynność została już dawno wyżęźbiona w jego życiorysie. Aron nawet nie zauważył kiedy Shin zasnął zwinięty w kłębuszek. Leżał tak sobie, z śpiącą twarzą niepodobną do tej normalnej, o wiele bardziej łagodną niż zwykle. Jednak nagle serafina chyba coś zaczęło trapić, jakiś niemiły sen, tarmoszący nim raz na prawo raz na lewo, kilka razy zdarzało się, też, że bełkotał czyjeś imię. Koniec końców, obwinięty w pościel zturlał się z łóżka i przebudził.
-Psia krew... - szepnął pod nosem
-Długo spałem?
- Jest już po północy... Powiedział znużony tą robotą, był zmęczony a zostało mu jeszcze 10 kartek.
- Wiesz, że mamrotałeś przez sen? Na chamca zrobił ostatnie papiery i doczołgał się do łóżka przeciągle ziewając. Złapał za ściągnięte przez Shina prześcieradło i rozścielił je na łóżku, zżcucił z siebię całe ubranie nie zważając na Shina, był zbyt zmęczony, żeby się przejmować. Położył się i okrył kołderką zamykając oczy. Kiedy zamknął oczy to już była 1 w nocy.
new-world 2007-05-18 16:41:57
skomentuj (0)
Part One : Szokujące chwile.

Shin stał właśnie przed bramami piekieł. Jakoś głupio mu było tak poprostu iść i gadać z Panem Piekieł ale nie miał wyboru. Schował anielskie skrzydła by się za bardzo nie wyróżniać. Krążył więc po piekiełku. Mijał także komnaty Arona ale tym razem postanowił go nie odwiedzać nie chcąc narobić mu kłopotów. No, przynajmniej jeszcze nie teraz. Nawet bez kłopotu trafił do pałacu szatana. Przedstawiając się strażnikom (którzy chyba nie zabardzo rozpoznali go w cywilu) wyprosił sobie wejściówkę do głównych komnat.
Shin bez problemu dostał się do głównej sali gdzie już oczekiwał na jego przybycie Lucek siedząc sobie wygodnie na schodach obok jego tronu. Gdy anioł tylko pojawił się na ustach Demona wymalował się delikatny uśmiech patrząc na niego.
- Witaj aniele w moich skromnych progach ponownie... Czekałem na ciebie. Czyżby cię coś trapiło? Wstał i zrobił parę kroków w jego stronę rozkładając ręce na boki w powitalnym geście.
- Rozgość się śmiało. Zachichotał cichutko.
- Słucham cię, z jakim problemem do mnie przyszedłeś... Objął się nieco ramionami stając w erotycznie, prowokującej pozie patrząc na niego jakby czytał z niego jak z otwartej księgi. Cała sala była pusta byli tylko oni sami jakby od dawna już na tą chwilę oczekiwano.
-Witma Lordzie L. - padł przed nim na jedno kolano opuszczając głowę
- O ile mogę się tak do ciebie zwracać... Eeee...- Shin wstał i otrzepał swoje dżinsowe spodnie - No to ja tak jakby w sprawie obiecanej mi tu posady - uśmiechnął się łobuzersko
- Dostałem od Pana pozwolenie na opuszczenie Nieba na 50 lat.... znaczy, to była banicja ale spoks, ważne, że tak jakby do Nieba wracać nie muszę he he he... Więc jak to będzie z tym 'ambasadorstwem'?
- Możesz tak mówić... Uśmiechnął się demonicznie.
- A skąd takie nagłe zainteresowanie tą posadą i tym, że chcesz tutaj zamieszkać? Szaleńczy uśmiech zawitał na jego ustach ciągnąc Shina za język.
- Hmmm... zastanowię się nad tym, grzecznym aniołkiem to ty nie jesteś, więc masz już jedną nogę po dobrej stronie, ale o drugiej zadecyduję już ja... Hahaha... Wiec odrazu, że nie wszyscy przyjmą cię z otwartymi rękoma tutaj. jego wyraz zmienił się na słodko łagodny.
- Mam pewne powody... coś sobie obiecałem, a to coś wiąże mnie z piekłem bardzo mocno... Spojrzał mu w oczy.
- Pan mnie ostrzegał, że dłuższy pobyt tu może zaszkodzić memu zdrowiu, chodzi tu głównie o różnice w składzie powietrza, którym mogę się po prostu zacząć dusić... ale wystarczy mi, że jeden dzień w miesiącu spędzę na powierzchni, a wszystko będzie doprawdy oki. Zresztą... hmm, jak by to powiedzieć... tu jest coś co sprawia, że czuję się sobą bardziej niż w niebie, może właśnie dlatego, że w niebie coś takiego straciłem, więc szukam tego ponownie... To będzie chyba tyle na dziś, jakby się jakieś lokum znalazło dla mnie, i posada, to łatwo się ze mną skontaktować Lordzie L.
Anioł odwrócił się i ruszył w stronę wyjścia poczym roześmiał się i odwrócił do niego na chwilę ukazując gest 'jest okej' kciuk w górze.
- Aha, Lordzie L, jesteś sexi, tak trzymać he he - zaśmiał się i wyszedł z komnaty.
Lucek zachichotał rozbawiony nim.
- No cóż... spróbować zawsze można. Niebawem dam ci odpowiedź na twoje nurtujące pytanie. Hyhyhy... Dopowiedział mu opuszczając swobodnie ręce, okręcił się na pięcie w stronę swojego siedziska i usiadł na nim zakładając nogę na nogę podpierając zamkniętą dłonią podbródek. Rozmyślał nad tym pomysłem z prowokacyjnym, tajemniczym uśmieszkiem. Shin uśmiechnął się sam do siebie. No, sprawa jakby tak prawie załatwiona, pozostało jeszcze tylko podzielić się z kimś tą jakże wspaniałą wiadomością. Po chwili znalazł się pod drzwiami komnaty Arona. Nie miał co prawda pojęcia czy znajdzie tam demona ale postanowił spróbować, to ponoć nie boli.
*puk puk puk*
Czekał na odpowiedź uśmiechnięty od ucha do ucha. Aron wbrew pozorom miał zdupiony dzień grzebiąc w papierach od samego rana, właśnie wracał prosto z urzędu piekła ze stosem makulatury do sprawdzenia i podpisu. Była tak wielka, że przysłaniała mu całą głowę. Nie wiedział nic przed sobą, ale drogę do swojej komnaty znał na pamięć, więc kierował się właśnie pamięcią.
- Dlaczego te tępe osiłki pierdzące w stołki muszą być tacy tępi?... Warknął wkurzony, bo w sumie wciśnięto mu to "gówno" do rąk z od tak o niechcenia niektórym trochę popracować. Miał ogromną ochotę walnąć tym wszystkim o ziemię i spalić na miejscu. Kotłowało mu się od tego w głowie, nawet nie widząc gdzie i na co idzie, ale czół, że jest bardzo blisko swojej komnaty. Shin słysząc, że ktoś nadchodzi odwrócił się i dojrzał coś. Jak się domyślił był to Aron. Najwidoczniej poznał go po dłoniach. Nic nie mówiąc cichutko siedział pod drzwiami i czekał aż Aron na niego wlezie. Aron zatrzymał się tuż przed Shinem ze stosem papierów nie świadom jego obecności. Niestety próba zobaczenia czegokolwiek skończyła się na przechyleniu i zsunięciu paru kartek na ziemię. Na chwilę stanął jak wryty. Przeniósł ciężar na siebie przytrzymując stos głową i jedną ręką zaczął szukać po omacku klamki która jednak okazała się zamknięta na klucz.
- Cholera! Ostrożnie wyciągnął klucz z kieszeni i zaczął szukać dziurki usiłując w nią w trawić. Wyglądało to naprawdę komicznie kiedy się z nimi mordował.
Shin siedział cichutko i zaśmiewał się z niego po czym się nad nim zlitował i chwycił końcówkę klucza i wcelował w nią w dziurkę.
- Tadaaa... jesteś mi teraz winien przysługę - zabrał mu połowę kartek odsłaniając jego twarz. - Tęskniłeś skarbie?
Aron przez moment patrzył na niego zaskoczony.
- Co TY TU robisz? Zmrużył oczy przekręcając kluczyk.
-Hmmm...nieświadomie wysłałeś mi fluidy z prośbą o pomoc - stwierdził wesoło
- po drugie to tak jakby się stęskniłem za tobą to wpadłem. A po trzecie to tak jakbym chciał z tobą porozmawiać. O, a po czwarte chciałem poprosić o nocleg.
Aron patrzył na niego jak na ufo kiedy wymieniał punkty swojej listy i roześmiał się rozbawiony.
- Tak... szczególnie to ostatnie mnie urzekło. Sądzisz, że pozwolę ci spać w moim łożu? Zaczynał odczuwać lekki dyskomfort trzymając tą cięszką makulaturę.
- Cholera... Wież tak trochę, jakbym chciał już wejść, trzymam to już długo. Patrzył na niego nieco pod irytowany.
- To ja wziąłem od ciebie połowę a tobie wciąż ciężko - uśmiechnął się słodko.
- Zresztą kto powiedział, że od razu będę spać w twoim łóżku? Znajdę sobie jakiś wygodny kącik, i będę udawał że mnie nie ma - uśmiechną się jeszcze słodziej.
Oparł się o drzwi i podważył łokciem klamkę tak, że się otwarły. Niezważając na Arona wszedł do środka i położył papiery na czymś, co przypominało biurko.
- Poza tym mówiłem, że mam bardzo ważna sprawę do obgadania z tobą... - W oczach Shina pojawiły się tajemnicze, i niepokojące błyski...
Warknął kiedy Shin wlazł bez pozwolenia do jego komnaty.
- Widzę, że strasznie lubisz wpraszać się do mnie. Ściągnął brwi i wszedł do środka odkładając stertę na biurko.
- Chyba zaczynam się bać tego co ma wypłynąć z twoich ust. Powiedział cicho zaczynając układać papiery w kolejności.
- Bo widzisz... tak sobie pomyślałem - anioł skubał nóżką w dywan
- Bo wiesz... wtedy... w lesie... no cóż... było nam obojgu baardzo przyjemnie... no i sobie tak pomyślałem... nie chciałbyś bym był twoim kochankiem? Oboje moglibyśmy spełnić swoje seksualne pragnienia... byłbym całkowicie do twojej dyspozycji...
new-world 2007-05-18 16:11:07
skomentuj (0)
Janko muzykant

Powoli rozwinął skrzydła do lądowania. Poranek był ciepły, chmury leniwie płynęły po niebie. Malechiasz wylądował na ziemi gładko i bez żadnych problemów. A myślał, że już wypadł z wprawy. Z wewnętrznej kieszeni skórzanej kurtki wyciągnął paczkę papierosów i zapalił jednego. Zaciągnął się głęboko i westchnął.
- dawno nie paliłem -mruknął, zaciągając się jeszcze raz
- za dawno
Kiedy tak palił rozkoszując się tą jakże pospolitą trucizną przemknął po nim szybko duży cień i delikatny podmuch wiatru z dużej wysokości. Czarny wysłannik Lucyfera jakim był Aron zmierzał ku swojej ofierze która z pewnością wyczuwała jego szybko zbliżającą się aurę zła i zniszczenia. Malechiasz powoli wydmuchał dym z papierosa i rozpostarł swoje skrzydła. Skrzywił się nieco, gdy poczuł złowrogą aurę i rzucił papierosa na trawę. Zdeptał go swoim ciężkim butem i rozciągnął się.
Dawno nie walczył. Nie, nie dawno. Nie walczył jakieś sześć tysięcy lat
-Może być ciekawie - mruknał sam do siebie
Demon dobył swój oręż w locie bardzo szybko zbliżając się do ofiary.
- Drżyj zdrajco, bo twój koniec nadszedł! Warknął złowrogo na uciekającego przed nim Demona w ciele człowieka. Był kablem który strasznie przeciekał.
- HAHAHAHA Zaśmiał się psychopatycznie rozrywając ciało człowieka w którym sie gnieździł już za długo.
- Takich jak ja jest więcej! Jego głos był potforny, a sam wygląd odrażał. Próba rozłożenia jego chudych i długich szponów trwała zbyt długo, bo jego łeb już rozstał się z resztą ciała.
- Tak... ale o jednego teraz mniej. Zmarszczył groźnie nos i splunął na niego poczym oczyścił ostrze miecza z jego śmierdzącej krwi. Ciało w końcu opadło na ziemie w pośmiertnych drgawkach rozlewając się pod sobą we własnych sokach.
- Ta robota naprawdę jest parszywa. Powiedział cicho odwracając się za siebie.
Muza patrzyła na niego z powątpienie.
"Psychopata, jak nic"
Aron tworząc wokół ciała zabitego magiczny krąg który po wypowiedzeniu paru słów wyłonił się z pod ciała ogarniając je, ścierwo zniknęło nie pozostawiając po sobie żadnego śladu. Wleciało do zagród zmor jako pokarm dla nich. Schował dlugie ostrze i spojrzał swoim chłodem w kierunku gdzie wyczuwał delikatną aurę jednego z nadniebnych wrogów.
Muza zapalił spokojnie kolejnego papierosa i poprawił kurtkę. Wiedzac, że ich spotkanie chyli się ku rozpoczęciu otrzepał niewidzialny kurz z ramion i zmierzwił sobie włosy
- Heh... Szybko tracąc nim zainteresowanie rozpostarł skrzydła kiedy przypomniał sobie co ma jeszcze dziś do zrobienia. Wzbił się w powietrze szybko oddalając się w celu powrotu do piekła. Anioł uśmiechnął się tylko, znowu wdychając nikotynę. Mógł przebywać gdziekolwiek chciał. Wyjął z wewnętrznej kieszeni zwietek pergaminu i pstryknięciem przywołał ptaka. Wręczył mu pergamin, a ten zerwał się do lotu wprost do samego Lucyfera.
Aron już po chwili był w pałacu Lucyfera kłaniając się przed jego obliczem.
- Już panie.
- Uhm... Świetnie Aronie... Do komnaty wleciał posłaniec z listem który wylądował na podłokietnikiem od tronu Lucyfera trzepocząc skrzydłami. Lucek spojrzał uważnie na niego.
- List... a to ciekawe od kogóż. Poczekaj jeszcze chwileczkę Aronie... Podszedł do ptaka, biorąc pergamin do rąk. Rozłożył go i zaczął czytać. Po chwili zgniótł go paląc w dłoni. był wyraźnie zdenerwowany. Aron zauważył jego nie zadowolenie i powstał zmartwiony tym.
- Panie...
Po chwili na ustach Lucka pojawił się psychopatyczny uśmieszek i machnął dłonią.
- Ahhh... nic takiego. Spojrzał na Aron i podszedł do niego bardzo blisko niemalże stykali się nosami, patrzył się uważnie w jego oczy.
- Nie przejmuj się tym... Szepnął cichutko rozkosznie się do niego uśmiechając. Pogładził go bardzo delikatnie palcami po policzku. Aron patrzył w jego ślepia całkiem rozluźniony.
- Uhm...
- Wiesz... będziemy mieli chyba gościa który uważa, że wszystko mu wolno. Jego słodki uśmiech nie zmazywał się z ust.
- Rozumiem, jeśli będę ci potrzebny wezwij mnie Panie.
Lu zachichotał, w jednej chwili jego wyraz zmienił się na bardzo demoniczny delikatnie otarł wszy się o jego policzkiem swoim szepnął mu do ucha.
- Jak zawsze mój Aronie... Musnął go oddechem po szyi na co ten zareagował gęsią skórką. Czarno włosy nawet nie drgnął milcząc.
- Dobrze więc... Możesz odejść. Wyprostował się i zaraz obrócił na pięcie. Aron patrzył na niego przez chwilkę i zaraz zniknął.
- Hmm... Napiszmy więc list do twojego właściciela posłańcze... Uśmiechnął się przebiegle i machnąwszy palcem pojawił się z nikąd pióro i kawałek papieru, na którym napisał do niego. " Zapraszam więc, może będzie zabawnie " Przypiął list ptakowi który zaraz zerwał się do powrotnego lotu. Drzwi nagle się otworzyło i stanął w nich... Malachiasz, a któż by inny. Z papierosem w ustach wszedł do sali.
-Nie musisz go wysyłać. Oto jestem...Panie
- Heh... tak czułem... CO cię więc do mnie sprowadza? Stał z założonymi rękoma patrząc na niego bez wyrazu.
Anioł wyciągnął papierosa z ust i ostientacyjnie dmuchnął dymem.
-Mówiąc prosto z mostu, to potrzebuje tymczasowego lokum.
Zlustrował go uważnie, a na jego ustach wymalował się krzywy uśmieszek.
- A cóż to piekło stało się takim lubianym miejscem przez anioły... Hehehe. To w niebie już nie mają miejsca, że prosicie o lokum u mnie? Przekrzywił lekko głowę na bok.
-Wiesz, wiem, że niezbyt odpowiada tobie, abym tu przebywał, ale nie byłem w niebie od jakiś sześciu tysięcy lat. I naprawdę bardzo mi przykro, że akurat tu zostałem "wysadzony" przez Boga
- Niczego takiego nie powiedziałem. Rozłożył ręce na boki.
- Jeśli chcesz to możesz tu być. Lokum nam nie brakuje.
Malachiasz ponownie zaciągnął się papierosem.
-Z chęcią będe płacił czynsz. W formie mojego talentu.
- Czemu nie... Chętnie posłuchamy jak śpiewasz. Uśmiechnął się.
- Jeden warunek. Nie chcę cię widzieć w moim pałacu z zapalonym papierosem. Ciął swoim niezwykłym spojrzeniem jak żyletki.
- A no. wzruszył tylko ramionami i upuścił papierosa na podłogę, po czym zdeptał butem. Ruszył palcem wskazującym w lewo, a papieros zniknął.
-Mam śpiewać teraz, czy później?
- hymmm... Zamyślił się na ułamek sekundy.
- Chętnie teraz posłucham... Odwrócił się do niego plecami i zasiadł wygodnie na swoim tronie przywołując do siebie Arona, który wyszedł z za niego stając obok.
- Proszę, możesz już zacząć. Podparł się ręką opierając pod brudek na dłoni. Aron patrzył ze stoickim spokojem na ów gościa którego rozpoznał po energii. Anioł zaczął spiewać bez żadnego ale. Jego głosy był piękny i czysty - odbijał się on echem od marmurowych ścian i powracał, zdawałoby się jeszcze piękniejszy.
Obu demonom zdawało się, że nagle znaleźni się w lesie i słuchali pieśni tysięcy słodko śpiewających ptaków.
Obaj wsłuchiwali się w jego śpiew, lecz bez większych uczuć
Nagle, zdawało się im, że nie spiewa jedna osoba. Lecz tysiąc. Każdy inną tonacją, co ludziom wydałoby się dziwne, ale w przypadku anioł było wzruszające. Nagle przestał i odruchowo sięgnął do kieszeni kurtki wyjmując papierosa
Lucek zaczał klaszcze na stojąco.
- No, no... jestem naprawdę pod wrażeniem. Był wesoło uśmiechnęty.
- A tobie jak sie podobało? Spojrzał na Arona który wyglądał tak samo jak przybył. Spojrzal na niego uważnie.
- Było dobrze... choć nie znam się na anielskim śpiewie.
Malachiasz wzruszył tylko ramionami.
-Raz zafałszowałem -przyznał szczerze.
- Heh... Westchnął Aron znudzony.
- Na jak długo chcesz tu zagościć, pytam z ciekawości. Wyznał Lu wygodnie siadając na tronie jak na prawdziwego Pana piekieł przystało.
-Nie wiem, Chyba dopuki w niebie nie załatwie sobię drugiego lokum
- Yhm... Rozumiem. Mam dla ciebie już miejsce, co prawda mieści się na skraju miasta, ale to chyba dobra lokalizacja dla ciebie będzie.
Ponownie wzruszył ramionami.
-Wszystko mi jedno. Byle warunki były jak w 4 gwiazdkowym hotelu
- Niestety ale u mnie się zaczyna od 5 gwiazdek. Dobrze więc, mój podopieczny zaprowadzi cię tam.
Anioł ukłonił się lekko i spojrzał na Arona. Ręką wskazał drzwi.
-Prowadź. powiedział, uśmiechając się delikatnie
Demon spojżał na niego bez wyrazu i zszedł ze schodów wychodząc z sali. Kiedy wyszli z pałacu Aron pokierował się w stronę ów miejscu dla przybysza. Muza, gdy tylko zamknęły się drzwi, wyciągnął papierosa i popielniczką-granatem zapalił go. Demon milcząc pokierował go przez jakiś zaułek mieszkalny na skróty. W sumie to szedł na autopilocie będąc myślami zupełnie gdzie indziej. Słyszał za sobą cichutkie pogwizdywania jakiejś ziemskiej melodii i zapach papierosa.
-Całkiem ładnie tu macie -mruknął anioł
Aron ocknał się nagle czując dym papierosa.
- Dlaczego się czaiłeś kiedy zabiłem Demona. Odezwał się po dłuższym czasie milczenia patrząc nadal przed siebię. Anioł ponownie wzruszył ramionami.
-Szczerze? Uznałem, że jesteś psychopatą i nie wchodziłem ci w drogę
Demon zaśmiał się cicho pod nosem.
-Nawet chichoczesz jak psychopata
- Co w tym takiego dziwnego? Taka moja praca, likwidacja wszystkiego co zagraża naszemu światu.
-Czyli mordujesz już tak długo, że czerpiesz z tego przyjemność? -stwierdził bardziej, niż zapytał.
- Nie czerpie z tego żadnej przyjemności. Powiedział zamykając ten temat, bo po chwili byli już na miejscu. Domek wyglądał przyjemnie z zewnątrz, w koło znajdował się ogród i mnóstwo zieleni. Była to jedna z najspokojniejszych dzielnic w piekle.
- To tutaj. Podprowadził go do bramy.
- Rozgość się wedle swojego upodobania.
Anioł nie odezwał się, tylko wyrzucił niedopałek papierosa.
-Pytanie pierwsze. Gdzie mogę kupić najdroższe instrumenty?
- W centrum piekła, na końcu wschodzniej głównej drogi jest targ i dużo sklepów, zapewne tam znajdziesz wszystko co ci potrzeba.
-Widze, żeś obeznany.
- Heh, w końcu tu mieszkam. Trafisz już sam, wystarczy, że wrócisz się do pałacu i wyjdziesz na głowną. Odwrócił się z zamiarem odejścia w końcu.
-uhu -mruknął tylko Malechiasz
Demon po chwili zniknął mu całkowicie z oczu przenosząc się gdzieśśś.
new-world 2007-05-15 18:49:52
skomentuj (2)
Miłe spotkanie po latach.

Hajime zatęskniwszy za wycieczkami po ziemi zszedł na ziemie ze swoim wiernym kompanem. Wsiadłszy na jego grzbiet ruszył jedna z wielu ziemskich ścieżek odprężając się i wspominając dawne wyprawy.
- kogo ja tu widzę... - usłyszał za sobą bezbronny dziecięcy głosik i klaśnięcie w dłonie
Po chwili uśmiechnął się przyjacielsko.
- Taaaak. Przeciągnął.
- Nie spodziewałem się, że spotkam kogoś z rodzinnych stron na małej wycieczce... Cóż to w pałacu nic się nie dzieje, że moje oczy witają cię tutaj? Lekko się ukłonił, lecz po chwili powrócił do poprzedniej postawy.
- owszem.. strasznie tam nudno... dosłownie nic wartego uwagi - westchnał książę
Westchnął.
- Nic dobrego... Powiedział pod nosem.
- Hmm... widzę, że masz pupilka Lucyfera... Jego myśli padały podejrzliwie na to wszystko. W końcu został porwany z piekła przez anioły przy udziale jednego Demona. Na jego ustach zagościł delikatny uśmiech.
- .. och tak.. teraz to mój dobry przyjaciel.. a wracając do twojej sprawy... Aron bardzo rozpaczał po twojej stracie – prychnął
- Heh. Zrobił pod irytowaną minę.
- Nasze drogi już dawno się rozeszły... Biedak... niestety siłą nie zawsze da się wszystko przy sobie zatrzymać, a wręcz może nawet pogorszyć sprawę.
- możesz być spokojny.. zdaje się teraz zadowalają go pierwsze lepsze anioły - prychnął - zszedł na psy ze swym gustem
- No cóż... to już jego sprawa kogo sobie upodobał... Wybierasz się może w jakieś konkretne miejsce? Czy tak o po drodze?
- po prostu się nudzę.. spaliłem pare wiosek ale to żadna zabawa – westchnął
Hajime nieco ściągnął brwi patrząc przed siebie, lecz po chwili jego wyraz twarzy znów był łagodny.
- Nie skłamię przecież... Owszem mój wybranek jest Aniołem, ale jego druga połowa jest tak samo czarna jak nasze skrzydła. Mój gust raczej nie zalicza do siebie tej rasy, ale on jest inny, aż dziwo, że to anioł, bardziej jak jeden z nas.
- cóż... ostatnio chyba jakaś moda na anioły – prychnał
- Heh. Miłość nie wybiera, tylko jest. Wzdrygnął ramionami.
- Widocznie tak musi być... A ty kogoś masz, że tak spytam. Pogładził Farela po szyi i spojrzał na Deliaha.
- a po co mi? ja mam Lucyfera.
- Yhym... Tak z ciekawości pytam. Chyba nie masz mi tego za złe?
- niby czego? – prychnał
- Yhy. Głośno westchnął.
- Kolejna wiosna nadeszła i kolejny rok minął... Jak ten czas wolno mija.
- dla mnie to jedynie kolejny zmarnowany rok. Ziemia juz dawno powinna przestać istnieć.. tak jak i Niebo
Demon nagle poczuł ból na plecach jak wtedy gdy dostawał cięgi jakby właśnie był świeżo po uderzeniu biczem. Jego usta wykrzywiły się nieco. Dotknął ręką pleców.
- Tak... aż dziw, że tak spokojnie teraz jest... Być może to jedynie cisza przed burzą. Nie mam racji? Spojrzał na niego poważnym spojrzeniem.
- szczerze mówiąc mam taką nadzieję.. - odparł niewinnie patrząc na niego Deliah
- Plany Lucyfera zawsze były ambitne... Nie dziwie ci się temu. Dobrze wszystko pamiętam kiedy byłem u jego boku przed wygnaniem...
- Nie dane jest nam cieszyć się życiem, bo jego nie posiadamy.
- owszem.. dlatego to jedyna osoba na której mi zależy.. doceniam to co robi..
- Jest wzorcem dla każdego z nas. Uśmiechnął się przebiegle.
- Znając go chyba nie pogniewał się zbytnio, że mnie zabrano. Miło się uśmiechnął.
- ależ skąd.. to zawsze miła odmiana.. małą dywersja na pałac.. my dwoje przecież i tak jesteśmy bezpieczni.. - zerknał na niego wyniośle
- byle anioł nam nie zagraża,,
- Hm... Ale i tak powiem, że nie tęsknie za domem. Delikatny uśmieszek.
- Zabardzo mnie tam znają. Pozatym spędzanie czasu sprawia mi o wiele więcej przyjemności nie tam właśnie. Za wiele tam wszystkiego.
- w niebie masz więcej sesku co? – zachichotał
- Nie narzekamy na to. Uśmiechnął się pod noskiem słodko.
- Ale nie to miałem na myśli. Chwila spokoju i ciszy nie zaszkodzi Demonowi. A przynajmniej mnie. Mała odmiana od tego co dotychczas miałem.
- ciesz się, póki niebo istnieje – prychnął
- Taaa... tak samo jak piekło. Nie boje się tego co nadejdzie, mimo iż wiem co się stanie z naszymi światami. Westchnął zasmucony ta myślą.
- tylko piekło przetrwa..
- Oj zdziwił byś się naprawdę... Spojrzał na niego poważnie.
- uważaj...uważaj radzę co mówisz przy mnie..
- A mam mówić kłamstwa o takich sprawach? Bo naprawdę nie mam zamiaru opowiadać wyssanych z palca prawdy... Będąc w niebie wiele zobaczyłem i poznałem... w przeciwnym razie nie mówił bym tego jakbym nie wiedział... Chyba w ogóle nie powinniśmy schodzić na ten temat jak sądzisz? Odetchnął rozluźniając się.
- wręcz przeciwnie.. nie chce byś kłamał jednak... powinienes po prostu na siebie uważać – prychnął
- Oczywiście... Uśmiechnął się przyjacielsko do niego.
- no a tak w ogóle co słychać w pałacu prócz nudy i niecodziennego spokoju. Patrzył na niego cały czas.
- nie odzywam się do Arona
- Hmmm... pewnie coś nabroił, że tak mówisz...
- nie lubie go już.. nienawidze
- Ojej... Skrzywił się nieco.
- To chyba jakieś większe przewinienie było niż myślałem, jak tak mówisz... Nigdy nie sprawiał żadnych większych kłopotów.
- zdradził mnie..
- ... A dokładniej? Zdradził cię, że odwrócił się do ciebie plecami i służy komuś innemu. Uniósł nieco brew.
- ... i tak nic nie zrozumiesz.. – mruknął
- hmm... No jeśli tak mówisz... To może i mogę nie zrozumieć... Spojrzał na niego ukradkiem domyślając się co za tym się kryje. Lecz nie chciał tego rozdrapywać.
- nienawidze go, i tyle.. mam do tego prawo.. jestem waszym ojcem...
- Wiem o tym ^^ No ale zdarzają się, że odwracają się od swojego rodziciela plecami... Nawet w najlepszych rodzinach rodzi się jedna czarna owca. Wzdrygnął ramionami.
- ...tak.. tak.. kłamca..
- Za dużo widziałem żyjąc za młodu w ludzkiej rodzinie, więc wiem co to jest niestety... Jechali drogą prosto przed siebię aż z niedaleka zauważyli, że kierują się prosto na jakieś królestwo.
- No to się chyba zajechaliśmy trochę... Ludzkie fortyfikacje.
- no wiesz... dla mnie to żaden problem - prychnał
-ale jak rozumiem nie chcesz żebym je teraz zniszczył?
- Sam nie wiem... ja nie będę w to ingerował... szkoda mi tej architektury bo naprawdę jest na co popatrzeć... Przynajmniej dla mnie. Zjechał w bok krzyżowej ścieżki, by nie jechać w stronę miasta.
- prędzej czy później i tak runie - orzekł Deli
- ale dobrze... dobrze dobrze
- Yhym... dziękuję. Szczery uśmiech.
- Na wszystko przyjdzie pora... Ale jak narazie cieszmy się tym co mamy prawda? Pogłaskał z uśmiechem Farela który na zgodę pomachał głową cichutko rżąc przy tym.
- hm... no tak.. - mały książę zerknał na niego
- Hajime.. ?
- Hm? Uniusł głowę ku niemu.
- .. kochasz tamtego anioła?
- Oczywiście. Orzekł szczerze i całkiem poważnie.
- Gdyby nie to silne uczucie jakie nas połączyło to bym pewnie go już dawno zabił, albo bym zignorował... w zależności od przyczyny.
- uhm.. ja... - zaczął jednak ścisnął tylko mocniej sierść wilka w pięści
Demon zlustrował go uważnie.
- Nie dokończyłeś, mnie możesz zaufać " tatusiu". ^^
- wcale nie.. ja wam wcale nie ufam..
- No wież... nawet mnie? Zasmucił się na te słowa, był chyba jednym z nielicznych którzy naprawdę byli porządnymi Demonami, przede wszystkim dotrzymywali dane słowo.
- ... bo... ja ci nie mogę powiedzieć
- yhm... rozumiem. Niech i tak zostanie. Uśmiechnął się delikatnie do niego.
tamten jednak nie patrzył na niego a ze spuszczoną głową wpatrywał się w futro Azrela
- Coś naprawdę gnębi twoją duszę... Zasmucił się nieco widząc stan w jakim znajdował się Deli.
- wcale nie... nic mnie nie dręczy - mruknał nadąsany
- Dobrze cię znam, więc nie wmówisz mi kłamstwa. Czy to chodzi o to co nie chciałeś mi powiedzieć? Nadal patrzył na niego.
- niby o co?
- No ja nie wiem, nie powiedziałeś mi do końca, więc się tylko domyślam, że to o to chodzi. Wzruszył bezwiednie ramionami.
- uhm.. - mruknał tylko Deli zwątpiono
- No cóż... chyba będę się pomału żegnał... Niechętnie to robię, ale obiecałem coś komuś... Skrzywił się nieco zatrzymując konia niedaleko jakiegoś leśnego jeziorka.
- Miło było porozmawiać znowu z tobą, naprawdę ^^
Deliah uniósł dumnie brodę do góry
- ciebie.. także miło było widzieć - rzekł wyniośle, choć była to tylko maska
- Yhym. Szeroko się uśmiechnął.
- Mam nadzieję, że do zobaczenia w pokojowej atmosferze. Gestem ręki pokazał mu na odchodne, dopowiedział jeszcze.
- Będę myślał, że twoje problemy znikną. Uśmiechnął się jeszcze ciepło i wybił się od ziemi w niebo na wierzchowcu trzymając mocno za grzywę. Polecieli szybko w górę po krótkiej chwili znikając mu całkowicie z oczu w chmurach.
Deli westchnał jeszcze ciężko głaszcząc po jednym z ogromnych pysków Leviathana który zbliżył się by go pocieszyć
- wracajmy do domu .. - szepnął do swoich bestii.
- jest mi teraz trudno..
new-world 2007-04-10 19:22:43
skomentuj (0)
Braterska więź na wieki...

Michael westchnał cicho przyglądajac się zachodowi słońca nad linią lasu. Stał nad stawem, w którym jeszcze niedawno się kąpał i odprężał. Teraz jednak nadeszła pora by zbierał sie do domu do swego ukochanego Hajime...
Lucek wyszedł sobie na powierzchnię i stając przed wejściem podziwiał zachodzące słońce zza horyzont. Usmiechnął się tajemniczo pod nosem.
- Dobrze się tak wyrwać... Westchnął i przeniusł się w mgnieniu oka baaardzo daleko od domu. Znalazł się niedaleko jakiegoś stawku. Przeszedł przez drzewa i wyszedł na polane widząc przed stawkiem stojącą istotkę o krótkich blond włoska, smukłej powabnej sylwetce.
- No no, kogóż to ja widzę. Usmiechnał się pod nosem podchodząc do ów znanego mu osobnika.
Michael powoli odwrócił się w stronę Lucyfera, z nijakim wyrazem twarzy.
-Witaj bracie.. -Powiedział po chwili z deliaktnym uśmiechem
Stanął mu na przeciw lustując go swoimi różnymi ślepkami.
- Na spacerku? Objął się wysuwając nieco miednicę do przodu.
Jego brat wypiękniał... był starszy tylko od Rafaela z ich czwórki. Był wyższy, zmuklejszy, bardziej powabny. I miał charakter bliższy Lu niż Gabrielowi czy Rafałowi.
-Tak... a Ty?
- Również... Władza to nie taka wolna praca. Westchnał.
- Dobrze tak się wyrwać od codzienności... Spojrzał na słoneczko.
- Wypiękniałeś... Usmiechnał się ciepło do niego.
- Bardzo się wypełniłeś... Jak reszta? Jak Hajime się miewa? Na jego ustach pojawił się delikatny chory uśmieszek.
-Reszta...dobrze....o co ci chodzi.. z Hajime...? Dajcie mu spokój! -Zmarszczył brwi
- Tak nagle uciekliście... Myślałem, że wpadniecie się ze mną przywitać... Co do Hajime... miałem pewne plany...
- No , ale... Narazie odpuszcze sobie z tym... Ciepło się uśmiechnął.
- Pozdrów go odemnie.
-D..Dobrze -powiedział cicho. Spóścił wzrok, nie chcial pokazać że za nim tęsknił. W końcu to był jego brat z którym kiedyś był blisko
- Ostatnio spotkałem ślicznego blondynka, drobnej postuże, błękitne oczka i zbierał jakieś zioła. Bardzo nie śmiały był. Hehehe...
-um...Lu....to.. To był Rafael... -Powiedział Michaś unoszac na niego wzrok
Demon po chwili patrzenia mu w oczy szeroko się usmiechnął.
- Cóż za wiadomość. bardzo się cieszę. Nie poznałem go... To ten Rafael... ten drobniusi niesmiały chłopczyk... Zachichotał wesoło.
- Coś w nim znajomego wyczuwałem, lecz nie byłem pewnien... Siedzenie w pałacu bardzo wyczerpuje moje zmysły... więc mogę mieć chwile słabości. Westchnął przechylając lekko głowę na bok z usmiechem.
-Może... -Zaczał archanioł, jednak urwał i spóścił wzrok.
Lucek uniusł dłoń ku jego twarzy, delikatnie pogłaskał palcami po jego szyi ku podbródkowi. Uniusł go ku sobie. Jego oczy patrzyły prosto w jego.
- Trochę mi smutno bez was...
- tęsknicie też chociaż trochę za mną?
-Ja... Ja tęsknie za Tobą...-Powiedział niepewnie Michaś.
-Jeśli jestes zmeczony moge cie pomasować -dodał szybko
Lucek uśmiechnął się na to.
- Będzie mi bardzo Miło. Odwrócił się do niego plecami i uklękł siadając na ziemi na nogach zsuwając z siebie górę jedwabnego kimona odsłaniając cały tułów.
- Ciesze się, że nie zapomniałeś o swoim braciszku. Przymknął oczy.
Archanioł zaczął go masować sprawnie. Zawsze miał delikatne dłonie i teraz to takze się nie zmieniło.
-Naprawdę.... Tesknie.
Lucek zaczał się rozluźniać równomiernie oddychając. Uśmiechnał się delikatnie.
- Kochany Michaś... Westchnął z lekka oddając się bardzo relaksującemu masażowi, delikatnie pochylił głowę do przodu cały już rozluźniony.
Po jakimś czasie Michael skończył go masować i klęknał przed nim przytulajac się. Zawsze obawiał się tego spotkania, bo był najbardziej z Lu zwiazany..
Lu objął Michaela w mocny braterski uścisk wtulając w jego szyję twarz.
- Dziękuję ci za to... Moje serce stwardniało na głaz, ale czółem, że brakuje mi tego uścisku...
-Teraz... już nie opędzę się od Ciebie.. -Szepnął i przytulał sie do niego.
Lucek uśmiechnał sie na to zadowolony.
- Nawet nie wiesz jak mnie to cieszy... Szepnał mu do uszka.
- Odwiedź mnie czasem w pałacu... Śmiało możesz wejść, a jak straż będzie sprawiała kłopoty zawołaj mnie w myśli. Musnał jego skórę szyi delikatnie wargą poczym oderwał się od niego i wstał pomagając mu. Usmiechnał się wesoło do niego.
-dziękuje LU.. -Uśmiechnał się Michael..
-Jakoś niedlugo cię odwiedzę -dodal
- Napewno cię powitam z otwartymi rękoma. Poglaskał go czule po policzku jeszcze poczym odsunał się o krok od niego do tyłu.
- Niestety muszę już wracać... Założył na siebie z powrotem szatę.
-Ja takze... Hajime..czeka na mnie..
Uśmiechnął się jeszcze nieco tajemniczo.
- Do zobaczenia braciszku. Szepnął delikatnie poczym okrywając się skrzydłem zniknął z miejsca zostawiając Michasia samego sobie.
new-world 2007-04-06 21:29:58
skomentuj (1)
Layout by Iris ^^
for New World RPG